Jak być graczem w związku i przeżyć

Posted by Luca | faceci,związki | środa 9 Maj 2012 11:11

Dziewczyny kochają geeków. Nie wiem, dlaczego, ale to fakt. Może facet siedzący w domu i przy okazji naprawiający to lub owo w komputerze jest przyjemniejszy w utrzymaniu, niż latawiec. Może lubimy mieć pod ręką kogoś, kto się zna na tym, o czym nie mamy pojęcia (ale w takim razie czemu nie lotnik albo budowlaniec, albo finansista?) Może geek, napompowany contentem z internetu, jest zabawniejszy, niż zwykły czytelnik gazet. A może po prostu mamy rozwinięty instynkt opiekuńczy ;) W każdym razie uwielbiamy geeków, związujemy się z Wami… a potem mamy pretensje.

Większość geeków to także gracze. Bycie graczem jest jak bycie nałogowym palaczem albo seksoholikiem: po prostu musisz raz na jakiś czas i jak już zaczniesz, trudno przestać. Jest zajebiście, wkręcasz się, jeszcze jedna rundka, potem jeszcze tylko jedna i nie wiadomo kiedy mija pięć godzin, w gardle Cię suszy, dziecko zasnęło pod stołem, a dziewczyna, wściekła nie wiadomo na co, zatrzasnęła się w sypialni i nie chce uprawiać seksu. Mówi, że śpi, a przecież widzisz, że nie śpi, ciekawe dlaczego w sumie, jest druga w nocy. Hm, no może odrobinę za głośno krzyczałeś, żeby uważali tam na górze, ale w końcu było niebezpiecznie.

Jeśli znasz ten scenariusz albo podobny, Twoja dziewczyna zawsze się wkurza, że grasz, albo że musi spać sama, albo że coś miałeś zrobić i gra Ci w tym przeszkodziła – przeczytaj i zastosuj kilka prostych zasad.

1. Umawiaj się. Tak, jak umawiasz się z kumplami na granie, tak samo umów się z kobietą. Dla ułatwienia wyobraź sobie, że gra to jakby wyjście z domu. Wypada powiedzieć, że wychodzisz i Cię nie będzie, powiedzmy, do 22, prawda?

2. Przestrzegaj umowy. Jeśli powiedziałeś, że pograsz godzinę, to graj godzinę. OK, nie oszukujmy się, nikt nie gra godzinę – to powiedz od razu, że trzy, żadnej ściemy. Jeśli wiesz, że zejdzie do nocy, to od razu powiedz swojej pani, że dziś idzie spać sama, niech nie czeka jak ten kołek na Twoje „jeszcze pięć minut” (ryzyko awantury).
I nastaw sobie budzik albo coś, żeby po tych trzech godzinach jak prawdziwy macho powiedzieć współgraczom: „Sorry, ale ja mam życie w realu” i zniknąć.

3. Nie zawalaj. Miałeś coś zrobić? Najpierw zrób, potem graj.Obiecałeś kolację/zakupy/wyniesienie śmieci? Pranie gnije w pralce? Nie dopuść do uzasadnionych pretensji, ogarnij, co trzeba i z czystym sumieniem idź coś zastrzelić.

Proste, prawda? Trzy punkty i spokój. My rozumiemy, że musicie czasem pozabijać potwory – każdy ma swoje zboczenia. Lubimy tylko wiedzieć, kiedy i jak długo – to sobie pójdziemy na kawę z kimś albo, bo ja wiem, pomalować paznokcie. Tak więc spróbujcie zastosować tych kilka zasad i cieszcie się spokojnym, sielankowym nastrojem nawet, kiedy długo gracie w LoL-a.

Powodzenia!
Dziewczyna Gracza

Będę gotowa dosłownie za pięć minut!

Posted by Luca | faceci,laski,związki | niedziela 15 Kwiecień 2012 15:20

Jak często to słyszałeś? A jak często faktycznie była gotowa do wyjścia za pięć minut? No właśnie. Jeśli Cię to wkurza, przeczytaj, jak to wygląda z naszej strony ;)

Damskie przygotowania do imprezy to ciężka sprawa. Przed wielkim – a nawet średnim – wyjściem trzeba ogolić nogi (tak, tak, zadbana kobieta zazwyczaj ma ogolone, ale umówmy się, że na imprezę ma ogolone lepiej), umyć, wysuszyć i ułożyć włosy, wybrać ciuchy, do nich wybrać buty i torebkę, umalować paznokcie, zrobić makijaż, i to bez pośpiechu, bo jak się go robi na tempo, to jest pewne, że trzeba będzie zmywać i zaczynać od początku. Jeszcze tylko biżuteria oraz, w niektórych przypadkach, wałek do zdejmowania z siebie kocich/psich włosów i „już” można iść. W tym czasie większość facetów zmienia t-shirt i niekiedy się goli. To strasznie denerwujące, a jeszcze bardziej, kiedy taki wyelegantowany inaczej cwaniak zaczyna popędzać swoją dziewczynę, szydząc, że szykuje się godzinami. No niestety – od nas cywilizacja wymaga jakoś więcej: jak wiadomo, kobieta musi być piękna jak anioł, a mężczyzna tylko trochę przystojniejszy od diabła.

Oczywiście nie każda pani ma takie ciśnienie, niektóre nie stroją się z zasady, niektóre się nigdy nie malują, niektóre chodzą w spodniach i golenie tuż przed imprezą mają z głowy. Jedne robią makijaż 10 minut, inne ponad godzinę. Nie wszyscy też panowie ograniczają się do zmiany koszulki, niektórzy biorą prysznic, myją i suszą włosy, prasują koszulę i też im to, siłą rzeczy, nie zajmuje pięciu minut, tylko trochę więcej. Ogólna tendencja wydaje mi się jednak właśnie taka, jak napisałam powyżej i nic dziwnego, że faceci wkurzają się, czekając na swoje strojące się dziewczyny: przecież oni nie mają pojęcia, ile to wymaga pracy.

Niezależnie od podziału płci zawsze irytujące jest, kiedy jedna osoba jest gotowa do wyjścia i czeka, a druga jeszcze długo się szykuje. Pomaga odrobina wyrozumiałości, a także zwykła szczerość. To znaczy, że zamiast mówić: „Jeszcze tylko chwilka” można powiedzieć: „Zajmie mi to jeszcze co najmniej pół godziny, zrób sobie herbaty”. Ja jestem typem „jeszcze tylko”: jeszcze tylko się przebiorę, jeszcze tylko się umaluję, jeszcze tylko wybiorę kolczyki – tych „jeszczetylków” zbiera się sporo ;) Znam też typy: „ja jestem już przecież gotowy” (tylko że nie bardzo) i „pospiesz się, jesteśmy spóźnieni!” (podczas gdy biega po domu w majtkach i w panice).

A jak to wygląda u Was? Które z Was szykuje się długo i jaki typ reprezentujecie? ;)

Tumiwisizm vs. spięte poślady

Posted by Luca | faceci,laski,związki | piątek 6 Kwiecień 2012 15:38

Ponieważ od kilku dni jestem ciągle senna i jest mi zasadniczo wszystko jedno na każdy temat – chyba, że wymaga mojej aktywności, wtedy jestem przeciw i stawiam bierny opór – nie jestem w stanie napisać notki o tym, co mnie wkurza w relacjach damsko-męskich. Ale, jak mi podpowiedziano na Facebooku, mogę napisać o tym, co się dzieje, kiedy jedno ma w dupie, a drugie się spina.

Zwykle to kobieta się spina. Jest jakoś tak, że nam zależy na wszystkim naraz, chcemy działać w kilku kierunkach jednocześnie, poprawiać świat i poprawiać swojego faceta. A w święta już w ogóle. Przecież musi być czysto i pięknie, przecież żurek i mazurek, przecież trzeba pojechać do babci, bo się obrazi, przecież trzeba to, tamto i jeszcze siamto. Facet zazwyczaj kompletnie nie rozumie, o co tyle szumu, zresztą przywykł, że urządzanie świąt to są tajemne babskie rytuały, od których rozsądny mężczyzna trzyma się z daleka (pohejterzymy to innym razem). Kobieta poszukuje przy tym wsparcia faceta w tych setkach rzeczy, które codziennie robi, planuje, o których decyduje i trafia ją jasny szlag, kiedy on na wszystko odpowiada: „mhm”, „nie wiem” i „jak uważasz”.

Facetowi zaś jest zasadniczo wszystko jedno i nie bardzo rozumie, czym tu się przejmować i dlaczego to wymaga tyle pracy. Wkurza go, że ona się wkurza i że ciągle czegoś chce,  zamiast usiąść i obejrzeć film. I powiem Wam, że bardzo jest zabawnie być przez chwilę z tej drugiej z strony; z tą różnicą, że mam lekkie wyrzuty sumienia, bo właśnie: święta, trzeba to, tamto i siamto. Te wyrzuty sumienia dowodzą, że nie zmieniłam płci, a stan tumiwisizmu jest zapewne przejściowy ;)

Wracając do tematu, stan, w którym jedna osoba się bardzo stara i spina, a druga ma – pardon – wyjebane, jest uciążliwy dla obu stron i wymaga rozmowy. Dobrze jest opowiedzieć sobie nawzajem o swoim podejściu do życia i spróbować się zrozumieć. A potem z pewnych rzeczy zrezygnować, a w innych zebrać się z fotela i jednak pomóc. Bo w związku ważny jest luz, ale ważne jest też staranie się.

Spokojnych świąt :)

Kobiecość na wagę

Posted by Luca | laski | niedziela 1 Kwiecień 2012 19:11

„Prawdziwe kobiety mają krągłości.”

„55 kg? To nie kobieta, to wieszak.”

„To nie dziewczyna, to wieloryb.”

„Kobieta powyżej 70 kg nie istnieje.”

Znacie? Słyszeliście? A może sami się podpisujecie pod którymś z tych miłych stwierdzeń? Wygłaszają je zarówno kobiety, jak i mężczyźni, przy byle okazji, z głębokim przekonaniem odmawiając prawa do kobiecości tym, które w ich mniemaniu ważą za dużo lub za mało. Bo, jak wiadomo, o tym, do jakiej płci należysz i czy masz prawo czuć się jej przedstawicielem, świadczy to, ile kilogramów ważysz.

Takie smutne pitolenie pozwala, rzecz jasna, poprawić sobie samopoczucie, jeśli akurat nie jesteś przedstawicielką tej „niekobiecej” grupy, a bardzo chciałabyś nią być. Innymi słowy, jeśli masz małe cycki, a chciałabyś mieć duże, bardzo fajnie jest wyzwać krąglejsze kobiety od kaszalotów. A jeśli masz nadwagę i zazdrościsz szczupłym laskom figury, zajebiście jest nazwać je wieszakami i deskami.

Otóż, uwaga, odkrywam wielką prawdę: każda kobieta – chuda, gruba, średnia,  cycata, płaska, stukilowa i ta z niedowagą, brzydka, ładna, pryszczata, krzywa, blada i opalona – ma prawo czuć się kobieco. I narząd męski komukolwiek do tego. Pies z kulawą nogą nie ma prawa odbierać jej poczucia kobiecości dla podtrzymania własnego dobrego samopoczucia.

Na szczęście na świecie są faceci, którzy kochają duże kobiety i tacy, którzy kochają drobne dziewczątka. A także tacy, dla których najważniejszy jest charakter, sposób bycia i ciepło, jakie kobieta ich życia im daje. Tego nie zastąpi żaden lifting, peeling i siłownia – więc głowy do góry, laseczki i zamiast dołować inne dziewczyny, po prostu stańcie się fajniejsze.

Jesteś brzydka? Nie przyznawaj się!

Posted by Luca | laski | niedziela 25 Marzec 2012 21:35

Krew mnie zalewa, kiedy słucham dziewczyn narzekających publicznie na swój wygląd. Często są to bardzo piękne kobiety, pozujące do pięknych zdjęć, rozwalających na kawałki męskie serca. Czasem mniej piękne albo takie, które w ogóle znam tylko z internetu i nie wiem, jak naprawdę wyglądają. Kiedyś pisałam tym pięknym, że pieprzą głupoty, ale przestałam, bo to walka z wiatrakami. „Daj spokój, cera paskudna, krosty na ryju, jestem za gruba, jestem niefotogeniczna”. Aaargh.

Dziewczyno. Jeśli uważasz, że jesteś brzydka, siedź cicho i miej nadzieję, że inni postrzegają Cię lepiej, niż Ty sama. Jeśli masz 5 czy 10 kg nadwagi, przejdź na dietę albo nie, ale, do licha, nie zwracaj na to uwagi innych. Wierz mi, jeśli im o tym nie powiesz, raczej nie zauważą. Faceci będą widzieli krągłą pupę, a nie wałeczki, o ile rozsądnie je zakryjesz ubraniem. Krzywe nogi chowasz pod spodniami, right? Brzuszek pod luźniejszą bluzką, cerę pod pudrem i tak dalej. Ubierając się, podkreślasz w sobie to, co masz ładnego, a ukrywasz to, co Ci się nie podoba, prawda? Super, ale jaki z tego pożytek, jeśli zaraz potem ogłosisz światu listę swoich (prawdziwych lub wyimaginowanych) wad?

Uwierz mi, nikt nie zwróci uwagi na te wady, dopóki nie zaczniesz o nich mówić. Natomiast jeżeli właśnie rozpętałaś histerię pod tytułem: „jestem taka gruba”, nie zdziw się, jeśli Twoja najnowsza fotka na fejsie zostanie oceniona pod tym kątem. Albo jeśli facet, z którym chciałaś się umówić przez internet, zacznie się zastanawiać, czy warto, bo może jednak ten awatar jest mocno pochlebny. Przecież mówiłaś, że jesteś paskudna.

Że tego rodzaju krzyki o uwagę i komplement są dość żałosne, nie warto nawet wspominać. Każda z nas ma gorsze dni, każda czasem czuje się brzydka. I okej, napisz sobie na fejsbuniu: „czuję się dziś beznadziejna i brzydka”, ale nie udowadniaj wszystkim wokół, jakby to była kwestia życia i śmierci, że naprawdę, ale to naprawdę masz okropny ryj.

Bo widzisz, laska, ryzykujesz, że to zadziała tak:

Następna strona »